Live hören
Jetzt läuft: Papa was a rolling stone von The Temptations

Pojednania nie można zarządzić

Konrad Weiss, pojednanie polsko niemieckie

Konrad Weiß.

Pojednania nie można zarządzić

"Nie jestem winny zbrodni w Auschwitz, ale jestem odpowiedzialny za to, by coś takiego już nigdy się nie wydarzyło" - mówi Konrad Weiß. Filmowiec, publicysta, były poseł do Bundestagu i członek kuratorium Akcji Znaku Pokuty był jednym z uczestników rowerowej pielgrzymki pokutnej do Oświęcimia w 1965 r. Opowiada o niej film dokumentalny Tomasza Kyci i Roberta Żurka „Cicho pod prąd”, który zostanie wyemitowany w TVP-Historia 22 grudnia.

"Pojednanie polsko-niemieckie było sloganem, za którym nie kryły się faktyczne działania" - stwierdził niedawno poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. "Te słowa bolą, bo nie zgadzają się z pracą, którą próbowaliśmy wykonać" - mówi Konrad Weiß. Pionier polsko-niemieckiego pojednania, latem 1965 roku jako młody chłopak pojechał wraz dwudziestoma kolegami na rowerze z Görlitz do Oświęcimia. Podczas pielgrzymki pokutnej pomagał przy odgruzowywaniu jednego z pierwszych krematoriów zbudowanych przez SS. Podczas tego wyjazdu powstały znajomości i przyjaźnie, które przetrwały do dziś, bo do dziś Konrad Weiß aktywnie udziela się na rzecz pojednania między Niemcami a Polakami. Tomasz Kycia zapytał go m.in, jak odnosi się do opinii takich jak ta wypowiedziana przez posła PiS.

Konrad Weiss: Te słowa zabolały, bo nie zgadzają się z pracą, którą próbowaliśmy wykonać. Wtedy w 1965 roku jechaliśmy do Polski jako młodzi ludzie i byliśmy świadomi, że przyjeżdżamy do kraju, który został przez Niemców spustoszony, któremu Niemcy przynieśli nieszczęście i jego mieszkańcom wyrządzili krzywdę. Ale w tym samym kraju zostaliśmy otwarcie przyjęci, przez naszą pracę na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Odkrywaliśmy wtedy fundamenty tzw. „Białego Domku”, jednej z pierwszych komór gazowych, gdzie później SS-mani rozsypywali prochy spalonych ofiar. Podczas tej pielgrzymki doświadczyliśmy jeszcze jednej rzeczy, która dotyczyła szczególnie nas, wtedy młodych dwudziestoparolatków. Nie chodziło wtedy o winę. Urodziłem się w 1942 roku i nie jestem winny tego, co się stało w Polsce podczas wojny. Jestem tak samo niewinny jak każdy inny Polak w moim wieku oraz osoby urodzone później. Bo wina jest zawsze czymś osobistym. Nie ma winy zbiorowej. Jestem katolikiem i wiem, że czasem w życiu robiłem coś złego, ale na pewno nie jestem winny zbrodni w Auschwitz. Wstydziłem się, bardzo się wstydziłem za to, co się tam stało. Wstydziłem się za Niemców. I zrozumiałem wtedy, że jestem odpowiedzialny za to, by coś takiego już nigdy się nie wydarzyło i aby relacje między Niemcami i Polakami były lepsze.  W takim podejściu pomogli nam wtedy sami Polacy. Przede wszystkim Stanisław Stomma, Mieczysław Pszon czy Anna Morawska, która naszą pielgrzymkę do Oświęcimia opisała w Tygodniku Powszechnym. Pisała wtedy o tym, że my młodzi Niemcy przyjechaliśmy na teren byłego obozu zagłady jako generacja niezapisanej pustej kartki, jako ludzie, z którymi można się pogodzić. Anna Morawska napisała wtedy słowa, które moim zdaniem są aktualne jeszcze dziś: jeśli się chce z kimś dobrze żyć, nie można akcentować wyłącznie własnych roszczeń, ale trzeba zaakceptować prawa drugiej strony. To zdanie znalazło się w praktycznej polityce między państwami po 1990 roku. 

Konrad Weiss, pojednanie polsko niemieckie

Tomasz Kycia: Znamy się od wielu lat, szczególnie z planu filmu dokumentalnego „Cicho pod prąd”, który nakręciłem wraz z historykiem Robertem Żurkiem.  Film opowiada o młodych chłopcach z NRD, którzy w 1965 roku postanowili wsiąść na rowery i w pielgrzymce pokutnej przejechać ze Zgorzelca aż do Oświęcimia, by tam pracować na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Pan miał wtedy 23 lata. Dlaczego zdecydował się Pan na taki gest? 

To była świadomość, że Niemcy zaczęli straszną wojnę, II wojnę światową, świadomość, że Niemcy wyrządzili innym straszną krzywdę. To było 20 lat po wojnie i chcieliśmy po prostu nawiązać zwykłe ludzkie kontakty. Oczywiście zależało nam na pojednaniu między oboma narodami, na pojednaniu z narodami, które były ofiarą niemieckich działań.  

Spotkał się Pan wtedy z nienawiścią albo niezrozumieniem ze strony Polaków? 

Takie momenty się zdarzały, ale to były tylko pojedyncze przypadki. Ogólnie byliśmy bardzo serdecznie przyjęci. Nie przyjechaliśmy bowiem z zamiarem naprawiania czegokolwiek. Nie ma zadośćuczynienia za miliony pomordowanych. Ale mogliśmy pokazać, że jest nam bardzo przykro. I to też nas charakterywowało, ludzi, którzy później całe dziesięciolecia udzielali się w procesie pojednania polsko-niemieckiego. To sprawiło, że nawiązały się ludzkie relacje, powstały kontakty między ludźmi Kościoła, między obywatelami, między ówczesnymi opozycjonistami, a po 1990 między politykami.  Formalnie fundamentem tych działań było Memorandum Kościoła Ewangelickiego w Niemczech i list polskich biskupów z 1965 roku. Ale my, wtedy młodzi ludzie nie myśleliśmy formalnie, chcieliśmy po prostu pokazać, że jest nam przykro. Myślę, że tysiące Niemców, którzy w ramach Akcji Znaku Pokuty jeździło później do Polski, broniło takiej postawy u siebie w Niemczech. To nie było zawsze łatwe i do dziś nie jest łatwe, bo nie raz napotykamy na osoby pełne uprzedzeń i to jest czasem uciążliwe. 

Wspomniał Pan już list biskupów z 1965 roku, który często się przywołuje w kontekście pojednania polsko-niemieckiego, bo list był oczywiście przełomowy. Ale co ciekawe, Wasza rowerowa pielgrzymka pokutna miała miejsce pięć miesięcy przed listem polskich biskupów. Więc nie mógł on być dla Was impulsem do działania. Z jakich pobudek więc działaliście? 

 Akcja Znaku Pokuty istniała już od 1958 roku. Jej założyciel Lothar Kreyssig chciał wyjść do narodów, które stały się ofiarą niemieckiej napaści. Chciał tam zostawić znak pokuty wraz z prośbą o pojednanie. To zawsze była tylko prośba, ponieważ pojednania nie można zarządzić. Można je jedynie wyprosić. I z taką postawą wtedy jechaliśmy. Właściwie chcieliśmy jechać już w 1964 roku, ale nie zezwoliły nam na to władze NRD. 

 Mówił Pan, że pojednania nie można zarządzić. Można je jedynie wyprosić. Jakie to uczucie, kiedy druga strona nie przyjmuje tego gestu? Czy jako Niemiec nie jest Pan na straconej pozycji, bo zawsze ktoś Panu zarzuci brak gotowości pojednania? 

Myślę, że to jest częścią doświadczeń podczas takiej drogi. Ale we mnie dużo mocniejsze jest doświadczenie otwartości i serdeczności, z jaką zostaliśmy przyjęci. To umożliwiło nam późniejsze znajomości i przyjaźnie, szczególnie podczas stanu wojennego i Solidarności.  W 1990 roku ponad 80 intelektualistów z NRD i Polski podpisało wspólny list, w którym deklarowali chęć kształtowania wspólnej Europy. W kwietniu 1990 roku pierwszy wolno wybrany parlament NRD wypowiedział się na temat niemieckiej winy za II wojnę światową i opowiedział się jasno za tym, że w przypadku zjednoczenia Niemiec musi zostać uznana granica na Odrze i Nysie. To oświadczenie stało się później częścią traktatu o zjednoczeniu Niemiec. Tego nie wolno kwestionować. 

 W 2011 roku otrzymał Pan Order Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej. Czy to specjalne uznanie Pana działalności to już ten etap, kiedy w pojednaniu polsko-niemieckim spoczywa się na laurach? 

To oczywiście jest uznanie, ale proces pojednania nie kończy się z dnia na dzień. On musi trwać. Teraz mamy szansę, by umieścić go w szerszym kontekście Unii Europejskiej. Byłoby wielkim zaniedbaniem, gdybyśmy nie wykorzystali tej szansy, której nasi ojcowie i dziadkowie nie mieli. Oni się po prostu ze sobą bili. Oczywiście, że prawnicy i historycy mogą się dziś zastanawiać, czy Niemcy wypłaciły za mało odszkodowań. Jestem świadom tego, że nawet jeśli wypłacimy bilion euro, nie będzie to adekwatnym zadośćuczynieniem za wyrządzone krzywdy.Wina niemieckiego narodu jest bezdyskusyjna. Ale to nie jest wina dzisiejszych polityków. Nie można winy naszych ojców i dziadków przerzucać nieustannie na następne pokolenia.  Myśmy próbowali zacząć od nowa. Dziś spoglądam ze spokojem na moje 50 lat polsko-niemieckiego pojednania. 

 

Posłuchaj rozmowy z Konradem Weissem

11:27 Min.

Stand: 21.12.2017, 13:14