Live hören
Jetzt läuft: Eine gute Nachricht von Danger Dan

Ziemia obiecana

Posłuchaj felietonu Pauliny Gulińskiej-Jurgiel

COSMO Radio po polsku - Beitrag 04.10.2021 03:33 Min. Verfügbar bis 06.10.2022 COSMO


standPUNKTwidzenia

Ziemia obiecana

Nie wychodzi mi z głowy ziemia obiecana. Nie ta filmowa i nie literacka, nawet nie-łódzka, lecz indywidualna. Tęsknota za wyobrażoną czasoprzestrzenią, na którą projektujemy swoje marzenia – pisze Paulina Gulińska-Jurgiel.

Paulina Gulińska-Jurgiel

Miniony tydzień spędziłam z grupą studentów w Łodzi. Przemierzaliśmy drogi i bezdroża Ziemi obiecanej – tej literackiej i filmowej, ale też tej z wczoraj i tej z dziś. Towarzyszyli nam Maks Baum, Moryc Welt, no i rzecz jasna Karol Borowiecki. Wraz z nimi – Władysław Reymont, Andrzej Wajda i cała rzesza znanych z imienia i bezimiennych bohaterów i bohaterek tego miasta. Nieoczywistego, pełnego paradoksów, niespełnionych marzeń i obietnic. Jak choćby sama Piotrkowska, która nie może się zdecydować między generalną renowacją a podtrzymywaniem etosu czasów minionych. Albo jakże liczne, zachwycające artystycznie murale, tylko siłą woli trzymające się na sypiących się fasadach. Miasto czterech kultur, o których opowieść snuje miejski marketing, z największą w Polsce nekropolią żydowską, na widok stanu której zwiedzającemu pęka serce.

I choć już kilka dni minęło od powrotu, do tej pory nie wychodzi mi z głowy ziemia obiecana. Nie ta filmowa i nie literacka, nawet nie-łódzka, lecz indywidualna. Tęsknota za wyobrażoną czasoprzestrzenią, na którą projektujemy swoje marzenia. Umiejscawiamy ją różnie – w krainie dzieciństwa, w kraju pochodzenia albo wprost przeciwnie – w kraju, w którym chcemy albo udało nam się osiedlić, bo z tego pierwszego musieliśmy uciekać, a może nawet nie musieliśmy, tylko po prostu nam się chciało. Żyjąc tu, tęsknimy za tym co tam. Albo na odwrót – zazwyczaj dokładnie za tym, czego akurat w zasięgu ręki nie mamy.

Możemy się zagubić i na przejście prowadzącej do ziemi obiecanej drogi zużyć większość swojego życia. Błądzić niczym biblijni Izraelici, którzy choć mogli dotrzeć do celu w kilka tygodni, poświęcili na swoją wędrówkę lat 40. Możemy tak zapatrzyć się na siebie, że nie dostrzeżemy niczego poza własnymi potrzebami i nie poczujemy nic poza bólem własnego jestestwa. Wspominając daty rozbiorów, powstań i innych osobistych albo narodowych cierpień nie zauważymy tych, których właśnie teraz doświadcza ktoś tuż obok. Albo tak skoncentrujemy się na końcu wędrówki, że umknie nam ona sama. A przy tym przegapimy współtowarzyszy drogi, którzy może nie są jak Mojżesz, ale mają nam przecież sporo do zaoferowania.

I choć ostatecznie może nawet dotrzemy do celu albo przynajmniej tak nam się będzie wydawało, to skończyć się to może dla nas głębokim rozczarowaniem. Jak nie przymierzając z łódzkim piwem kraftowym, którego nazwa – a jakże, ziemia obiecana – sugerowała wiele, ale już smak pozostawiał wiele do życzenia. Wiem, co mówię, bo patrząc na skwaszone miny tych, którzy zamówili, spokojnie sączyłam swojego pilsnera.

W łódzkim muzeum kinematografii można zobaczyć kartki z pierwotnie planowaną przez Andrzeja Wajdę do Ziemi obiecanej obsadą. Z Karolem nie było żadnych wątpliwości, od początku przewidziany był tu Daniel Olbrychski. Ale cała reszta już się zupełnie nie zgadza: Moryca miał zagrać Jan Nowicki, Jerzy Zelnik albo Jerzy Stuhr, Maksa – Jan Englert, a w rolę Lucy miała się wcielić Stanisława Celińska. Jak się ostatecznie skończyło – wiemy. Te role zagrali inni, ci zaś zagrali inne role. Niektórzy nie zagrali wcale. Pozornie wszystko poszło inaczej. A i tak powstało arcydzieło.

Paulina Gulińska-Jurgiel urodzona w Rypinie na ziemi dobrzyńskiej, na co dzień mieszka w Berlinie. Z wykształcenia kulturoznawca po frankfurckiej Viadrinie. Pracuje w Centrum Studiów Polonoznawczych im. Aleksandra Brücknera w Halle/Saale, skąd stara się zainteresować najnowszą historią i kulturą Polski możliwie szeroki krąg odbiorców.

Stand: 06.10.2021, 17:59