Spacerując po obu stronach muru

Posłuchaj felietonu Magdaleny Parys

COSMO Radio po polsku - Beitrag 04.10.2021 Verfügbar bis 11.10.2022 COSMO Von Magdalena Parys


standPUNKTwidzenia

Spacerując po obu stronach muru

„Moi rodzice każdej niedzieli ciągali mnie po berlińskich parkach i lasach. Nienawidziłam tych wypadów, wolałam wycieczki rowerowe z kolegami wzdłuż muru. I nie chciałam udawać, że Berlin jest zwyczajnym miastem. Bo jakkolwiek piękny by ten park był, zawsze był za nim mur” – pisze Magdalena Parys.

Magdalena Parys

Trudno to sobie dzisiaj wyobrazić, ale jeszcze trzydzieści lat temu dla berlińczyków zachodnich „wypady za miasto” nie istniały. Kto chciał wyjechać w weekend, stał najpierw w wielokilometrowej kolejce na granicy, znosił szykany celników, turkotał przez NRD i po wielu godzinach dojeżdżał do ulubionej – bo pierwszej – miejscowości w Niemczech zachodnich. 

Mieszkałam wtedy z rodzicami i bratem po zachodniej stronie Berlina, blisko muru. Z okien widzieliśmy budki graniczne, zasieki i niekończące się pola. Moi rodzice każdej niedzieli ciągali mnie i brata po berlińskich parkach i lasach. Nienawidziłam tych wypadów, wolałam wycieczki rowerowe z kolegami wzdłuż muru. I nie chciałam udawać, że Berlin jest zwyczajnym miastem. Bo jakkolwiek piękny by ten park był, zawsze był za nim mur. Kres, koniec. 

Berlin już wtedy uchodził za jedno z najbardziej zielonych miast Europy. Olbrzymie parki, jak pięćsetletni Tiergarten Park w centrum miasta, który był w moim przekonaniu jedynym znośnym miejscem. Blisko niego znajdował się Reichstag, przed Reichstagiem Turcy grali w piłkę nożną, było głośno, wesoło i kolorowo. Ale rodzice twierdzili: za dużo spalin, za dużo turystów, za dużo piłki nożnej. 

Niedaleko naszego mieszkania powstał olbrzymi park – Britzer Garten. Ta wizytówka południowej dzielnicy Britz miała dać odciętym od świata berlińczykom zachodnim namiastkę wolności. Na 99 hektarach zakwitły łąki, urosły lasy, pojawiły się: strumyk, jezioro, nawet parę sztucznych gór. Wystawy tulipanów, róż, chryzantem. Wtedy nastały znienawidzone spacery z rodzicami po najsztuczniejszym z berlińskich parków. 

Po latach, gdy mur już padł, a berlińczycy się wymieszali, o podobnych niedzielnych spacerach-torturach z rodzicami opowiedziała mi koleżanka ze studiów. Tyle, że ona chodziła po wschodnim parku. 

Dwa lata po powstaniu Britzer Garten w zachodnim Berlinie we wschodniej części Berlina, wciąż jeszcze oddzielonej murem, powstał Park Wypoczynkowy „Marzahn”. Miał być prezentem socjalistycznych ogrodników dla stolicy NRD, ale w rzeczywistości, jak to już wcześniej w podzielonym mieście bywało, powstał z przekory i w duchu rywalizacji z zachodnim parkiem. W mediach było o nim głośno, a że mieszkańcy wschodniego Berlina bez problemu odbierali – oficjalnie zakazane – zachodnie programy telewizyjne i radiowe, trzeba było coś z tym zrobić. Najlepiej stworzyć jeszcze piękniejszy park u siebie. 

Ale wieczna rywalizacja między Wschodem a Zachodem wychodziła czasem Berlinowi na dobre. Bo oto w szarej i biednej scenerii marzahńskiej zdominowanej przez blokowiska wyrósł nowy, piękny park. To po nim moja przyjaciółka ze wschodu chodziła z rodzicami, marząc o tym, żeby jak najszybciej dorosnąć. Ja w Berlinie Zachodnim marzyłam o tym samym. Piszę te słowa w niedzielę po awanturze z dziećmi. Chcę iść do Britzer Garten, moje dzieci wolą centrum miasta – Tiergarten, Reichstag, cokolwiek. Tam, gdzie za dużo turystów, dużo kurzu i za głośno. 

Magdalena Parys polska pisarka mieszkająca w Berlinie. Zadebiutowała w 2011 roku powieścią Tunel, w 2015 roku została laureatką Europejskiej Nagrody Literackiej za powieść Magik, którą przetłumaczono na kilkanaście języków. W 2016 roku opublikowała Białą Rikę. Przed chwilą ukazała się jej najnowsza powieść Książę, drugi tom trylogii berlińskiej, zapoczątkowany powieścią Magik.

Stand: 11.10.2021, 19:32