Live hören
Jetzt läuft: Yate von C. Tangana

Powiedz, komu kibicujesz, powiem ci, kim jesteś 

Posłuchaj felietonu Macieja Wiśniewskiego

COSMO Radio po polsku 19.07.2021 04:31 Min. Verfügbar bis 19.07.2022 COSMO Von Maciej Wiśniewski


Powiedz, komu kibicujesz, powiem ci, kim jesteś 

Polski hurrapatriotyzm wybuchający przy okazji wielkich imprez piłkarskich z polskim udziałem stoi w kontraście do tego, jak traktujemy autorytety dyscyplin pozasportowych. A przecież w swoich dziedzinach mają oni o wiele większe osiągnięcia niż „Lewy” i spółka – pisze Maciej Wiśniewski.

Maciej Wisniewski

Jak żyć bez Euro? Zadaję sobie to pytanie tydzień po zakończeniu piłkarskiego święta, które przerosło stadiony. Bo obfitowało w sytuacje i gesty prowokujące do myślenia nie tylko o piłce, ale też o miejscu polityki w sporcie, cynizmie UEFY, roli, jaką odgrywają futbolowi celebryci, wreszcie o kruchości życia i zdrowia nawet takich herosów jak zawodowi piłkarze. A także o tym, komu kibicujemy i co z tego wynika. 

W czasie turnieju jeden z uczestników internetowej dyskusji napisał, że członkowie naszej redakcji na pewno kibicują Niemcom. Zarzut to straszliwy, wręcz podważający związki obwinionych z polskością, ale ja ... przyznaję się do winy. Kibicowałem Niemcom, bo mieszkając tu i pracując od lat, znając wielu Niemców, mam o wiele bardziej zażyłe związki z tym krajem niż np. z Francją czy Portugalią. 

Niemcy już dawno zresztą przestali być rzemieślnikami od wygrywania, którzy nawet żmudnym boiskowym znojem wykopią korzystny dla siebie wynik. Od wielu lat już zwycięstwa muszą wyszarpywać jak inni, czasem jak inni przegrywają, po spektakularnych tryumfach jak 7:1 z Brazylią spadają na nich zawstydzające klęski jak 0:6 z Hiszpanią. Chociaż słynny bon mot Gary’ego Linekera, że 22 facetów gra w piłkę, a na koniec zawsze wygrywają Niemcy, nadal powtarzany jest ilekroć Die Mannschaft wybiegnie na boisko, to dziś bardziej do tej ekipy pasuje oryginalny tytuł dramatu Kruczkowskiego „Niemcy są ludźmi”. I myślę, że ci ludzie dają się lubić. 

Niedawno publicysta Jacek Slaski pisał tu o swoim rozdarciu między zniewalającą siłą przymusu kibicowania „naszym” a chęcią oderwania się od „hedonistycznego patriotyzmu, który unosi się nad piłkarskimi turniejami”. I o tym, że zazdrości 11-letniemu synowi, którego to w ogóle nie interesuje. Otóż, moim zdaniem, istnieje też trzecia droga – trzymać kciuki za tych, którzy piłkę kopią lepiej niż „nasi”. A akurat na tych mistrzostwach można było przebierać w pozytywnych zbiorowych bohaterach: Włochach - artystach futbolu, Anglikach – (wice)mistrzach skuteczności, Duńczykach, którzy podnieśli się po sportowej i mentalnej traumie. Ja oglądałem mecze najczęściej w towarzystwie mojego 8-letniego syna i bodaj największe wybuchy radości słychać u nas było, kiedy Duńczycy wbijali gola za golem Rosjanom. 

Ale, oczywiście, tak jak Jacek Slaski nie uchronię się przed skrajnymi emocjami, kiedy grają nasi – Polacy. Ja nawet nie zamierzam. Bo kibicowanie drużynie narodowej buduje przecież więź, tożsamość, łączy ponad podziałami. Tylko z drugiej strony, czy można, czy wypada Polakom nie kibicować? 

Czy jeżeli nie będę w stanie wykrzesać z siebie entuzjazmu wobec boiskowych wyczynów Lewandowskiego i kolegów, to czy staję się przez to Polakiem gorszym czy niepełnowartościowym? 

Polski hurrapatriotyzm wybuchający przy okazji wielkich imprez piłkarskich z polskim udziałem stoi, niestety, w kontraście do tego, jak traktujemy reprezentantów innych dyscyplin, choć zdecydowanie mniej celebryckich. Kiedy przed trzema laty polska biegaczka Sofia Ennaoui zdobyła wicemistrzostwo Europy przez media społecznościowe przetoczyła się dyskusja, czy ona – z takim nazwiskiem i ojcem Marokańczykiem – jest aby na pewno „nasza” czy jednak „nie nasza”.  

Ten rozdźwięk jest jeszcze boleśniejszy, jeśli weźmiemy pod uwagę dyscypliny pozasportowe, w których świat docenia polskie narodowe autorytety, ale my – Polacy nie potrafimy się zjednoczyć ponad podziałami, aby zgodnie je wspierać. A przecież w swoich dziedzinach te autorytety mają o wiele większe osiągnięcia niż „Lewy” i spółka. 

Powiedzmy sobie szczerze: filmowy Oskar czy literacki Nobel to nieporównywalnie większe sukcesy niż wymęczenie remisu z Hiszpanią, a nawet Portugalią w ćwierćfinale Euro. Ten drugi to największe osiągnięcie polskiej reprezentacyjnej piłki w ciągu ostatnich 40 lat. Mimo wszystko prawacy i lewacy, ci od Tuska i ci od Kaczyńskiego przed kolejnym meczem zgodnie pompują balon polskiego futbolowego patriotyzmu. A jak przez część tzw. klasy politycznej i społeczeństwa traktowani są Paweł Pawlikowski i Olga Tokarczuk, szkoda gadać. 

Jeszcze przed Euro Andrzej Duda odznaczył Roberta Lewandowskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Ani noblistka ani oskarowy reżyser nie mogą liczyć na wyróżnienia z rąk prezydenta. Tymczasem to oni zdobywają najważniejsze światowe nagrody dla Polski. Lewandowski też gra z białym orzełkiem na piersi, ale trofea kolekcjonuje w barwach swoich niemieckich pracodawców.    

Maciej Wiśniewski

Stand: 19.07.2021, 15:58