Live hören
Jetzt läuft: 3 nights von Dominic Fike

Co by tu jeszcze ... 

Posłuchaj felietonu Macieja Wiśniewskiego

COSMO Radio po polsku - Beitrag 19.05.2020 05:05 Min. Verfügbar bis 19.05.2021 COSMO Von Maciej Wisniewski

Co by tu jeszcze ... 

Niemieccy przywódcy zyskują przychylność obywateli nie mizdrząc się do nich, lecz odpowiedzialnie kierując państwem w czasie kryzysu. Polscy traktują obywateli jedynie jak wyborców. Uwikłani w spory, pogrążają kraj w chaosie – pisze Maciej Wiśniewski.

Berlin, Lockerungen

Senat Berlina zniósł obowiązkową kwarantannę. Tę samą, którą odbywałem po przyjeździe z Polski kilka tygodni temu i która nakazywała 14 dni spędzić w domowej izolacji. 

Zdecydowałem się na kwarantannę, mimo że nikt mnie nie kontrolował ani na granicy, ani podczas odosobnienia - poza jednym telefonem z dzielnicowego Urzędu ds. Zdrowia. Sam dobrowolnie wpakowałem się do aresztu domowego. Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem frajer. Wolę jednak myśleć, że postąpiłem tak, mając zaufanie do niemieckiego państwa, jego przepisów i jego decyzji. Nie jestem w tym poczuciu odosobniony. W czasie koronakryzysu z tygodnia na tydzień rośnie w Niemczech zaufanie do instytucji politycznych i przywódców państwa na czele ze stojącą wcześniej na skraju politycznego niebytu Angelą Merkel.  

Sama pani kanclerz nadała ton słynnym już wyważonym orędziem z 18 marca. Także później czytałem wiele mądrych wypowiedzi niemieckich polityków, jak ta szefa Bundestagu Wolfganga Schäuble o nienaruszalnej godności człowieka jako najwyższej wartości, także podczas pandemii. W tym czasie, wówczas jeszcze przebywając w Polsce, z pewnym zażenowaniem słuchałem przechwałek premiera Morawieckiego, że Polska w walce z wirusem kroczy od sukcesu do sukcesu, przeplatanych ciągłymi ostrzeżeniami ministra Szumowskiego, że szczyt pandemii jeszcze przed nami. 

W Niemczech za jasnymi komunikatami szły jasne decyzje, poparte autorytetami renomowanych naukowców i instytutów. W Polsce właściwie nie wiadomo, kto doradza ministrowi zdrowia, ale zamykanie lasów albo nakaz dwumetrowego dystansu na zewnątrz dla domowników to ewenementy w skali europejskiej. A bezwzględne zamykanie granic, na które powróciły korki jak sprzed kilku dekad, było co najmniej nieprzemyślane. 

Państwo buduje zaufanie sprawnością pomocy – transparentnej i minimalnie zbiurokratyzowanej, dostępnej także dla tych, którzy generują bardziej potencjał społeczny niz wartości PKB. Czytałem wpis mieszkającego w Berlinie świetnego kompozytora muzyki filmowej Antoniego Komasy-Łazarkiewicza, o tym, jak bezproblemowo uzyskał wsparcie w ramach Corona-Soforthilfe. I czytałem ogłoszenie mojej ulubionej polskiej artystki parającej się muzyką, że chętnie udzieli lekcji angielskiego, bo przecież z czegoś trzeba żyć. 

Przywódcy zyskują zaufanie własną postawą. Angela Merkel przykładnie poszła na kwarantannę, mając jedynie kontakt z osobą, u której wykryto wirusa. Jarosław Kaczyński uczestnicząc w uroczystościach smoleńskich i odwiedzając cmentarze ostentacyjnie łamał wszelkie zasady bezpieczeństwa ustalane przez swój rząd. Zasady, dodajmy, surowo egzekwowane od zwykłych śmiertelników przez policję wlepiającą mandaty za jazdę rowerem i zapowiadajcą zaglądanie do siatek klientom, czy aby na pewno wyszli do sklepu po niezbędne zakupy.  

Efekty na ulicach „widać, słychać i czuć”. Niedawno berlińska publicystka Dorota Danielewicz ubolewała na łamach polskiej prasy, że Berlin w czasie epidemii stracił erotyczne napięcie. Jednak stolica Niemiec, ze swoją energią przekazywaną przez ludzi okupujących z kubkami kawy lub butelkami piwa ławki, murki, parki i wszystkie możliwe skrawki miejskiej zieleni, i tak jest dużo bardziej sexy od Warszawy, zaludnionej przez zombie w maseczkach rozgladających się, czy wokół nie ma policji. 

Teraz zakończywszy pierwszy etap epidemii Niemcy w szybkim tempie wracają do – w miarę – normalnego życia odmrażając prawie wszystko od gastronomii po Bundesligę. I nawet gdy decyzje zostały scedowane na władze krajów związkowych działania te nadal noszą znamiona racjonalności popartej medycznymi argumentami. W Polsce też otwierane są sklepy, szkoły i restauracje, ale w odróżnieniu od Niemiec – bilans  zarażonych stale rośnie.  

Wygląda to tak, jakby polskie władze liberalizowały przepisy, bo skoro cały czas przekonywały obywateli, że Polska jest regionalnym prymusem w walce z epidemią, to nie wypada teraz zostać w tyle za Niemcami czy Czechami. No ale te same władze przez kilka tygodni przekonywały, że nie ma problemu, by w szczycie pandemii zorganizować wybory prezydenckie.  

Można powiedzieć: co kraj, to obyczaj. Niemieccy przywódcy zyskują przychylność obywateli nie mizdrząc się do nich, lecz odpowiedzialnie kierując państwem wczasie kryzysu. Polscy, traktując swoich obywateli jedynie jak wyborców, uwikłani w spory i niezdolni do kompromisu, pogrążają kraj w chaosie. 

Chociaż obecnie w Polsce najgoręcej komentowanym utworem jest nowa piosenka Kazika, to mi chodzi po głowie stary tekst Wojciecha Młynarskiego: „Faceci wokół się snują, co są już tacy, że czego dotkną, zaraz zepsują. W domu czy w pracy gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym. Na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek, bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę: "Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?" 

Maciej Wiśniewski

Stand: 20.05.2020, 18:28