Live hören
Jetzt läuft: Femmes von Camélia Jordana

Cztery pokoje na Charlottenburgu a sprawa polska

Jacek Slaski

standPUNKTwidzenia

Cztery pokoje na Charlottenburgu a sprawa polska

„Ktoś z moich niemieckich znajomych kupuje mieszkanie, a ja myślę o kampanii wrześniowej i reformie rolnej. I nagle sam staję się tą mityczną polską ofiarą. Jest mi wstyd. Cholera, wolałbym jednak te cztery pokoje na Charlottenburgu“ – pisze Jacek Slaski.

Dziedzictwo. Porozmawiajmy o tej sprawie, tak ważnej dla nas, Polaków. Nie myślę tu o wartościach wyższych, jak bóg, honor i przepis na karpia wigilijnego. Mam na myśli to, co rzeczywiście nasi przodkowie nam pozostawiają. W Niemczech istnieje określenie „Erbengeneration”, czyli pokolenia spadkobierców. Są to dzieci osób urodzonych w pierwszej dekadzie po drugiej wojnie światowej.    

Posłuchaj felietonu Jacka Slaskiego

04:11 Min. Verfügbar bis 12.01.2022 Von Jacek Slaski


Mam 45 lat, czyli należę nominalnie do tego pokolenia. Jednak, ponieważ urodziłem się za Odrą, a właściwie u ujścia Wisły, to żadnym spadkobiercą nie jestem. Od 35 lat ja i moi rodzice mieszkamy w Berlinie, zawsze w mieszkaniach czynszowych. I choć nie jest źle, to jednak nie udało nam się stworzyć żadnego znaczącego majątku. Może to los emigrantów, może los przeciętnego człowieka żyjącego w kapitaliźmie.

Jednak, gdy rozejrzę się wokół siebie, popatrzę na niemieckich przyjaciół, szczególnie tych pochodzących z Niemiec Zachodnich, widzę znaczną różnicę. To oni są tym prawdziwym pokoleniem spadkobierców. Mało komu z mojego otoczenia nie kapnie prędzej, czy później, jakaś większa sumka. Z reguły od dwustu, do pięciuset tysięcy euro. I to nie są jakieś fortuny, ich rodzice nie są bogaczami. W tych sferach jest to po prostu normalne. 

Taka suma pozwala nagle ludziom żyjącym tak samo jak ja na kupno własnego mieszkania w Berlinie. I tu powstaje między nami szczelina. Ceny mieszkań poszły w ostatnich latach dramatycznie w górę. Dla mnie więc taki krok, mimo stałej pensji i jakichś tam oszczędności, jest nie do pomyślenia. 

Oczywiście, patrząc z neoliberalnego punktu widzenia, można powiedzieć, że się nie dorobiłem i że z własnej winy znalazłem się w takiej, a nie innej sytuacji finansowej. No, i że w takim razie mogę sobie w tej mojej czynszówce spokojnie zdychać w oparach zawiści. Po prostu: koniec narzekania, moja wina. No tak, ale moi znajomi, niemieccy przedstawiciele Erbengeneration, też się niczego w życiu nie dorobili. Tak jak ja, żyli sobie z jakichś projektów i skromnych pensji. A tylko nagły zastrzyk finansowy od rodziców pozwolił im na tak poważną inwestycję, jak cztery pokoje w dobrej dzielnicy w centrum Berlina. 

Czyli chodzi tu o przywileje. Sam pochodzę z rodziny, która miała pewne przywileje do wybuchu II wojny światowej, ale straciła wszystko po 1945 roku. W komunie nikt z krewnych się nie dorobił, bo nie był częścią systemu. Po zmianach byliśmy już poza krajem. Przywilejów więc nie mam. Pewnie się nie należą. Tylko czemu?

Temat jest drażliwy, bo tu nagle wpełza mi do głowy to prastare polskie uczucie bycia wieczną ofiarą. To poczucie krzywdy historycznej, gdy ktoś kupuje mieszkanie, a ja myślę o kampanii wrześniowej i reformie rolnej! I nagle sam staję się tą mityczną polską ofiarą. Jest mi wstyd! Nie chcę tego, a jednak (odziedziczony) schemat myślenia i łączenia faktów narzuca mi to samopoczucie. Czy tego chcę, czy nie. 

Mieć czy być, oto jest pytanie. Nigdy nie byłem za bardzo chciwy, ani wielce pazerny. Nie muszę mieć drogiego samochodu, czy eleganckich ciuchów. Ale zawsze byłem wrażliwy na niesprawiedliwość. A widzę tu dużo niesprawiedliwości. Nie interesuje mnie tu bycie polską ofiarą, i na pewno tego poczucia krzywdy nie chcę przekładać na światopogląd i obwiniać... no tak, kogo właściwie? Hitlera, Stalina, Tuska, Billa Gatesa, czy siebie samego? No właśnie. To uczucie bycia ofiarą jest naszym polskim dziedzictwem. Naszą traumą. Cholera, wolałbym jednak te cztery pokoje na Charlottenburgu.

Jacek Slaski – dziennikarz, publicysta. Ur. w Gdańsku w 1976 r. Do Niemiec wyjechał z rodzicami, którzy uzyskali tam azyl polityczny. Od 1985 r. mieszka w Berlinie. Studiował etnologię i muzykologię europejską na Uniwersytecie Humboldtów. Pracuje jako dziennikarz w magazynie tip Berlin. Jego teksty ukazywały się w Berliner Zeitung, Spex, Rolling Stone, Zitty, Galore i in. W latach 2003–2012 był współoperatorem przestrzeni artystycznej Zero Project na Kreuzbergu.

Stand: 12.01.2021, 18:57