Live hören
Jetzt läuft: Sweet mother von Prince Nico Mbarga

Władzom w Berlinie pozostaje jedynie „strategiczna cierpliwość”

Posłuchaj felietonu Jacka Lepiarza

05:41 Min. Verfügbar bis 27.12.2022 Von Jacek Lepiarz


standPUNKTwidzenia

Władzom w Berlinie pozostaje jedynie „strategiczna cierpliwość”

Von Jacek Lepiarz

Ten rok miał być okazją do jubileuszowych podsumowań i świętowania 30-lecia Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Pokazał jednak, że obecnie Berlin i Warszawę niemal wszystko dzieli, a coraz mniej łączy – pisze Jacek Lepiarz.

Polska Niemcy podsumowanie

Na początek scenka sprzed kilku dni. Duża księgarnia w centrum Warszawy. Kilkunastoletni chłopiec przegląda wraz z ojcem książki o drugiej wojnie światowej. „Nienawidzę Niemców” – mówi nagle nastolatek. „Nie powinno się tak mówić” – mityguje go ojciec. „Nienawidzę Niemców” – powtarza z uporem chłopiec.  

Czy to wpływ telewizyjnej propagandy, w której Niemcy znów, jak w PRL-u, grają rolę odwiecznego wroga Polski,  zaś politycy opozycji utrzymujący przyjazne kontakty z niemieckimi partnerami oskarżani są o zdradę?  A może nienawiść do Niemców wpoili mu koledzy – pseudokibice, wspierani hojnie z państwowej kasy? Czy może wpływ lekcji historii realizowanych w nowym duchu? 

A tymczasem polsko-niemiecki podręcznik do historii czeka od ponad roku na dopuszczenie do nauczania w polskich szkołach. Czyżby podziwiana na całym świecie publikacja nie pasowała do założeń programowych ministerstwa edukacji i nauki? 

Ten rok miał być okazją do jubileuszowych podsumowań i świętowania. Trzydzieści lat temu demokratyczna Polska i zjednoczone Niemcy podpisały Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Dokument uznano za zwrot we wzajemnych relacjach i zapowiedź budowania „wspólnoty losów i interesów” Polaków i Niemców. Poprzednie okrągłe rocznice były okazją do wspólnych oświadczeń,  wyznaczania nowych kierunków współpracy, spotkań na szczycie. 

W tym roku z podniosłej atmosfery właściwie nic nie pozostało. Planowane konsultacje międzyrządowe nie odbyły się. Sytuację próbował ratować  prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, który w 30. rocznicę podpisania Traktatu wpadł w czerwcu z krótką wizytą do Warszawy. Kiedy jesienią kanclerz Angela Merkel przed odejściem z urzędu przyjechała do Polski, aby pożegnać się z polskimi partnerami, prezydent Andrzej Duda nie znalazł dla niej czasu. 

Morawiecki i Scholz

Nadzieje na nowe otwarcie po zmianie rządu w Berlinie już na starcie spaliły na panewce. Wizyty emisariuszy nowej niemieckiej koalicji rządowej – szefowej dyplomacji Annaleny Baerbock z partii Zieloni i kanclerza Olafa Scholza z SPD uświadomiły obu stronom, że obecnie Berlin i Warszawę niemal wszystko dzieli, a coraz mniej łączy.    

Podjęta rok temu przez Bundestag decyzja o powstaniu w Berlinie miejsca pamięci poświęconego Polakom – ofiarom wojny i niemieckiej okupacji, nie złagodziła historycznych sporów. Premier Mateusz Morawiecki postarał się o to, aby temat reparacji wojennych, nieco zapomniany podczas pandemii, powrócił pod koniec roku na czołówki gazet. Czy w przyszłym roku polski rząd wystąpi oficjalnie z roszczeniami? Wie to zapewne tylko Jarosław Kaczyński. 

Jednak nie tylko przeszłość, lecz coraz częściej także teraźniejszość i przyszłość są przyczyną napięć na linii Berlin-Warszawa. W sporze o praworządność, Niemcy przerzucają co prawda odpowiedzialność na instytucje unijne – Komisję Europejską i TSUE, jednak nie ma cienia wątpliwości, po czyjej stoją stronie. Zaostrza się też spór o Zielony Ład. Celem bezpardonowych ataków stał się ostatnio unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2.    

Listę spornych spraw można by ciągnąć w nieskończoność: stosunek do Rosji, Nord Stream 2, energia atomowa, tryb podejmowanie decyzji w unijnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, prawa kobiet i mniejszości seksualnych. Media w obu krajach nie szczędzą sobie kąśliwych uwag. I tylko gospodarka wykazuje godną podziwu odporność na polityczne wstrząsy. 

Konflikty przenoszone są ostatnio nawet na obszary wyłączone dotychczas z politycznych sporów. Ostatnim przykładem jest obcięcie dotacji na naukę języka niemieckiego dla mniejszości niemieckiej w Polsce i przeznaczenie zaoszczędzonych środków na pomoc dla Polonii w Niemczech. To jawna prowokacja w celu skłócenia mniejszości niemieckiej i Polonii.  Oczywiście, strona niemiecka mogłaby zrobić więcej dla Polonii w Niemczech, ale traktowanie mniejszości niemieckiej jak zakładnika jest karygodne.      

Kontynuując fobie przedwojennej endecji, Prawo i Sprawiedliwość kieruje się w polityce antyniemieckimi uprzedzeniami, często wbrew interesom Polski. Oskarżanie niemieckiego rządu  o zamiar budowania w Unii „IV. Rzeszy” zakrawa na absurd, nawet, jeśli przyjmiemy za dobrą monetę wyjaśnienia, że autor nawiązywał nie do państwa Hitlera, lecz do średniowiecznej „Pierwszej Rzeszy”.  Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego rozpadło się w 1806 roku pod ciosami Napoleona jak domek z kart. Czyżby polska prawica śniła o powtórce z historii? 

W nadchodzącym roku władzom w Berlinie pozostaje jedynie „strategiczna cierpliwość”, ignorowanie zaczepek i utrzymywanie dialogu w nadziei na polityczne zmiany. Polska jest zbyt dużym i zbyt ważnym krajem, aby można było odwrócić się do niego plecami.   

Jacek Lepiarz – dziennikarz. Od początku lat 80. zajmuje się Niemcami. Był długoletnim korespondentem PAP w Berlinie, szefem biura DPA w Warszawie. Laureaut nagrody Bundespressekonferenz, czyli Federalnej Konferencji Prasowej.

Stand: 27.12.2021, 13:53