Live hören
Jetzt läuft: I like it von Bad Bunny Cardi B & J Balvin

W szpagacie między porządkiem a wolnością

Posłuchaj felietonu Adama Gusowskiego

03:42 Min. Verfügbar bis 20.07.2021 Von Adam Gusowski

standPUNKTwidzenia

W szpagacie między porządkiem a wolnością

Koalicja rządząca w berlińskim Senacie wysyła jasny sygnał, że chce uratować ogródki działkowe, które miały paść ofiarą polityki budowlanej Berlina. Teraz czas na wypracowanie modelu działania między porządkiem a wolnością – pisze Adam Gusowski.

Ogródki działkowe

W Niemczech jest ich około 900 tys. na blisko 40 tys. hektarów pod zarządzaniem prawie 14 tys. stowarzyszeń. Od ponad 100 lat zarządzanie ogródkami jest uregulowane w tak zwanej „Kleingartenordnung”, zbiorze reguł i zasad funkcjonowania ogródków działkowych. To właśnie te zasady często odstraszały potencjalnych ogródkowych hobbistów.  
 
Dla wielu z nich dokładne zalecenia, ile warzyw, owoców i kwiatów, oraz w jakim stosunku do siebie można sadzić we własnym ogródku, to raczej więzienie niż wolność w naturze. Ale te zasady mają swoją historię. Kiedyś ogródki działkowe pomagały przeżyć. Po pierwsze karmiły, po drugie skłaniały do jedzenia witamin i ruchu na świeżym powietrzu. Pod koniec XIX i na początku XX wieku, w dobie rosnącej industrializacji, było to jak najbardziej zrozumiale. Aspekt ten zniknął, na szczęście bezpowrotnie po latach cudu gospodarczego. I tak ogródki służą dziś bardziej rekreacji niż zdobywaniu żywności. 
 
Sam uwielbiam ogródki działkowe, choć, muszę przyznać, wolę je obserwować zza płotu, niż z działać wewnątrz ich struktur. Szanuje bardzo silne fundamenty tego przejawu niemieckości i martwię się szczerze o ich przyszłość. Nie od dziś marzeniem nie jednego mieszczucha jest domek z ogródkiem na obrzeżach miasta. Miejska willa otoczona trawnikiem, na który wchodzić nie wolno. Ten zielony dywan jest przy tym najskuteczniejszym, bo wprawdzie najniższym, ale przecież najszerszym z możliwych płotem. W katalogach deweloperów wizja ta pojawia się coraz częściej nawet bez trawy, czyli w formie eurokostki i wysypanych różnoszarych kamyków i żwirków.  

To właśnie ta opcja pseudoluksusu zagraża ogródkom działkowym, które nierzadko zamieniają się z warzywniaków w przestrzeń pod ogromne altany, pozostawiające jedynie miejsce na plastikowy dmuchany basen i obowiązkową trampolinę dla dzieci skaczących na niej raczej bez polotu ze smartfonem w ręku. Ci neogrodnicy widzą w paragrafach „Kleingartenordnung” jedynie głupi żart lub w najlepszym przypadku szykanę z epoki Bismarcka. Oby udało się w porę wyjaśnić to nieporozumienie. 
 
Ale i w drugą stronę można się pomylić. Bo brane zbyt dosłownie zalecenia stowarzyszeń ogródków działkowych, wyrzucają je w obszar skansenów. Zapieczętowanych w konserwie urzędników ogrodowych, którzy nad rozwój i potrzeby nowych użytkowników parceli stawiają przepisy i rozporządzenia. Skansen grozi zawieszeniem w muzealnej przestrzeni, bez możliwości rozwoju. 
 
A to właśnie rozwój i zmiany będą gwarantowały bezpieczną i długą przyszłość ogródków działkowych. Nie tylko od czasu wybuchu pandemii rośnie zainteresowanie ogródkami w miastach. Działkowicze muszą się tym przywilejem skrawka własnej zieleni podzielić, muszą otworzyć się na inne, nowe formy przebywania w grządkach, krzewach i wśród owocowych drzew. Open Gardening i Gardensharing pokazują znaki czasu i zmiany w rozumieniu dostępu do ziemi i jej uprawiania. W szpagacie między porządkiem a wolnością ogródki muszą odnaleźć się na nowo. 

Adam Gusowski

Stand: 20.07.2020, 21:49