Live hören
Jetzt läuft: Wale Mang'aa von VDJ Jones feat.Swat Ethic Juacali & Odi wa Murang'a

W cieniu Nobla

Posłuchaj felietonu Krzysztofa Niewrzędy

COSMO Radio po polsku - Beitrag 04.11.2019 04:41 Min. Verfügbar bis 05.11.2020 COSMO Von Krzysztof Niewrzęda

standPUNKTwidzenia

W cieniu Nobla

W 2004 r. siedzieliśmy w Szczecinie przy jednym stole: Olga Tokarczuk, Janusz Rudnicki oraz Jurij Andruchowycz. „Wśród nas jest ktoś, kto dostanie Nobla” – powiedziałem. „Kto?” – zapytał Janusz. „Jurij” – powiedziałem.

Krzysztof Niewrzęda

Kiedy obywatel przedwojennej Polski, Isaac Bashevis Singer został laureatem literackiej Nagrody Nobla, byłem zaledwie mleczakiem, skazanym na peerelowski monopol medialny, kolportujący wyłącznie treści wygodne dla władzy. Na tamtym etapie ta wiadomość niechybnie jej feściła, przekaziory miały więc na nią szlaban. Pewnie dlatego, żeby nie przyćmić Hermaszewskiego, który kilka miesięcy wcześniej odstawił kosmiczny trip i tym samym uzyskał licencję na odgrywanie roli narodowego bohatera. W sumie jednak chwilowo, ponieważ dziesięć dni po przemilczeniu Nobla dla Singera, Wanda Rutkiewicz jako pierwsza Europejka wdrapała się na Mont Everest, a Karol Wojtyła został papieżem. No i tego nie dało się zataić. Ale na publikację powieści Singera w PRL-u i tak trzeba było czekać jeszcze pięć lat. Toteż zanim się ukazały, literacką Nagrodę Nobla otrzymał Czesław Miłosz. Mogłem to na bieżąco docenić (chociaż Miłosz był w PRL-u na indeksie), gdyż w okresie „Karnawału Solidarności” trudno było coś takiego wyciszyć. Dziarsko wówczas działały bowiem różne oficyny wymykające się cenzurze. Dzięki nim zresztą nie tylko wiedziałem, kim był Miłosz, ale znałem też po części jego twórczość. A że sam pisałem już wiersze, tak se wykminiłem, że może kiedyś również zostanę noblistą. Coś takiego zaświtało mi jeszcze w baniaku w 1996 roku, gdy przyjechałem z Bremy do Szczecina na swój pierwszy, indywidualny wieczór autorski. Odbył się on bowiem w dniu, w którym literacką Nagrodę Nobla przyznano Wisławie Szymborskiej. Pięć lat później, po przeprowadzce do Berlina, poznałem Olgę Tokarczuk. Już wtedy była na topie i w Instytucie Polskim zorganizowano jej spotkanie z czytelnikami. Odpowiadając wówczas na pytanie jednej z czytelniczek, która chciała poznać receptę na sukces, Olga powiedziała, że miała po prostu dużo szczęścia. Potem przez lata wraz z moją małżowiną często spotykaliśmy się z Olą. Nierzadko u nas gościła i za każdym razem ciągnąłem z nią długie dysputy. Zazwyczaj w atmosferze sprzeczki, bo notorycznie różniliśmy się w temacie etnicznej historii oraz tak zwanych ideowych wyborów, wykazując sobie przy okazji, jak odmiennie można bazować na lewicowej spuściźnie. Dwa tygodnie przed przyznaniem Oli Nobla, gdy spotkaliśmy się we Wrocławiu, też zresztą w aktywny spór weszliśmy, nawijając o polskim kinie. I było to ożywcze, jak wszystkie nasze utarczki, które paradoksalnie stały się podstawą serdecznych relacji oraz wzajemnej życzliwości. Dla mnie najbardziej wymownym tego przejawem była rekomendacja, której udzieliła mi Olga, gdy kilka lat temu starałem się o stypendium. Napisała bowiem: „Pragnę z całego serca zarekomendować Krzysztofa Niewrzędę do stypendium z budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ten znakomity poeta, eseista i pisarz dał się poznać jako oryginalny twórca, który konsekwentnie penetruje i prześwietla kulturowe i cywilizacyjne peryferia współczesnej rzeczywistości. Jego talent narracyjny i językowy pozwala mu tworzyć teksty, które przekraczając granice gatunku, nieoczywiste w swojej formie i nowatorskie, stanowią osobny i niepowtarzalny głos w polskiej literaturze współczesnej”. Stypendium jednak nie otrzymałem.
Wcześniej, w 2004 roku, siedzieliśmy w Szczecinie przy jednym stole: ja, Olga, Rudnicki oraz Jurij Andruchowycz. „A wiecie, że wśród nas jest ktoś, kto dostanie Nobla?” – zapodałem im wtedy. „Kto?” – zapytał Janusz. „Jurij” – powiedziałem. I Ola przyznała mi rację. To ona jednak została noblistką. Celebrowałem ten fakt radośnie, w gronie berlińskich przyjaciół i znajomych Olgi, która obecna była z nami duchem. Takie oblewanie Nobla sobie urządziliśmy. Wznosząc z tej okazji toast, Dorota Danielewicz oblała mnie szampanem. No i wszystko jasne.

Krzysztof Niewrzęda (ur. w 1964 r. w Szczecinie) – poeta, prozaik i eseista. Za twórczość literacką nagrodzony Złotą Sową Polonii (2017), przyznawaną przedstawicielom światowej Polonii za dokonania twórcze i artystyczne. Laureat konkursów poetyckich i prozatorskich. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2009). Autor tekstów do utworów grupy SBB. Był redaktorem ukazującego się w Niemczech pisma „B-1”, stałym współpracownikiem dwumiesięcznika „Pogranicza”, kwartalnika „Elewator” oraz felietonistą „Gazety Wyborczej”. Mieszka w Berlinie. 

Stand: 05.11.2019, 17:48